Godzina imprezy zbliżała się nieubłagalnie. Postanowiłam w
końcu się przygotować. Zakręciłam loki, umalowałam się i przebrałam. Już nie
miałam ochoty na tą całą szopkę. Usiadłam w kuchni. Podkradłam kilka ciastek z miski i podjadałam
je. Nie minęło kilka minut, a do kuchni
wszedł Bash. Miał na sobie niebieską koszulę w kratę i szare spodnie. Wyglądał w tym całkiem całkiem.
Zatrzymał się i wlepił we mnie wzrok.
-Co jest ? Aż tak źle wyglądam ?-zapytałam zmartwiona. Uśmiechnął się rozbawiony moimi pytaniami.
-Wręcz przeciwnie. Wyglądasz bardzo ładnie.-odpowiedział po
chwili.
-No to czas na zabawę. –powiedziałam, gdy w mieszkaniu
rozbrzmiał dźwięk domofonu. Bash odebrał i wpuścił przybyłych. Goście schodzili się bardzo szybko. Wchodzili
dużymi grupami. Ja z nad kuchennego blatu przeniosłam się na wygodny fotel.
Siedziałam z kieliszkiem wina i obserwowałam
jak Bash otwierał drzwi i witał się z gośćmi. Nie spodziewałam się, że był aż
tak towarzyski. Postanowiłam mu pomóc,
bo przy drzwiach zrobiło się zbyt tłoczno. Nim
przebiłam się przez tłum ludzi, Bash witał już 4 wysokich panów. Zamilkli gdy podeszłam do nich. Uśmiechali się jak psychicznie chorzy.
-To jest Kentin, Nathaniel, Jade i Alexy. Moi
przyjaciele.-oznajmił Bash. Każdy z nich na swoje imię podał mi rękę i
serdecznie się uśmiechnął. Starałam się zapamiętać każdą z twarzy, ale po
alkoholu, który wypiłam i wypiję, może być z tym problem.
-A to jest Diana. Już wam o niej wspominałem. – dodał
wskazują na mnie. Wysoki blondyn,
Nathaniel, odchrząknął. Kilku zaśmiało się.
-Wspominałeś ! Czasami nawija o tobie, że aż…-wypalił
Kentin. Czarne włosy opadły mi na czoło, gdy oberwał z łokcia od Jade.
-Zamknij się debilu.-wysyczał mu Jade. Reszta wybuchła
śmiechem. Roześmiałam się mimowolnie. Przy nich nie sposób być poważną.
Zerknęłam na Basha. Ten był niezwykle radosny. Jednak
widziałam na jego twarzy zażenowanie i nutkę wściekłości.
-Dobra. Życzę udanej imprezy .- zwróciłam się do przyjaciół
Basha. Oni szybko się rozeszli.
-Masz bardzo fajnych kolegów.-Naprawdę byli fajni. Nie tylko
z wyglądu.
-Wiem. Ciężko teraz znaleźć tak dobrych poddanych. Zabaw się. –odpowiedział po chwili i odszedł.
Jego ostatnie zdanie bardziej zabrzmiało jak rozkaz. Miałam zamiar je wypełnić. Tylko nie na
trzeźwo. Zrobiłam sobie kilka drinków.
Całkowicie nie miałam pojęcia co z czym mieszam, ale było mi to
obojętne. I tak smakowało obrzydliwie. Nie cierpiałam teko smaku. Mimo tylko on
pozwalał mi zapomnieć o moim porażająco interesującym życiu. W końcu byłam na tyle pewna żeby wejść do
tłumu tańczących. Świat stał się piękniejszy. Muzyka głośniejsza. Moje wszystkie zmartwienia odeszły. Jednak
polubię ten magiczny nektar. Nawet nie wiem z iloma osobami tańczyłam. Podeszłam do barmana, który nie wiadomo skąd
się pojawił. Zamówiłam jeszcze kilka drinków. Spojrzał na mnie krzywo, pewnie dlatego, że
nie do końca byłam pełnoletnia. Ahh..te 17 lat. Po chwili zastanowienia, dał mi
to co zamówiłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz